Osiem dni oszusta na wolności. Kulisy spektakularnej ucieczki

Piotra R. czekała długa odsiadka za więziennym murem, a on chciał wyjść wcześniej. Za wszelką cenę. Zaplanował – z dwójką wspólników przebywających na wolności – ucieczkę. Udało się im! Akcję przeprowadzili spektakularnie, ale za kraty mężczyzna wrócił już po tygodniu. Teraz dojdzie kolejny wyrok i znacznie dłuższy pobyt na państwowym wikcie.

fot. policja

Do niedawna Piotr R. był znany głównie policjantom zwalczającym przestępczość gospodarczą. Bo nie dokonywał napadów, unikał przemocy, a „specjalizował się” w oszustwach, na koncie miał również fałszowanie dokumentów. Nie chodziło jednak o drobnego kombinatora, lista jego grzeszków była bardzo długa, a gdy w końcu wpadł, zarzutów uzbierało się co niemiara. Zapadły wyroki skazujące, trafił do celi, ale nadal toczyły się procesy i śledztwa, których finał mógł spowodować, że mężczyzna mający nieco ponad 40 lat wyjdzie na wolność w bardzo podeszłym wieku. On nie miał zamiaru tak długo czekać.

Namówił do pomocy przyjaciółkę, która wcześniej również była jego wspólniczką w przekrętach, a Katarzyna B. nie odmówiła. Mało tego, odegrała kluczową rolę w przestępstwie, które postawiło na nogi całą warszawską policję. Podobnie jak Rafał M., który oszusta poznał w celi. Ponieważ wcześniej wyszedł na wolność, skontaktował się z Katarzyną B. i zaczęli realizować plan „samouwolnienia” Piotra R. Oczywiście, nie zrobił tego za darmo.

– Obiecano mu 500 tysięcy złotych – przyznają śledczy.

Nie dostał jednak pieniędzy, a gdy wpadli poszedł na współpracę i szczegółowo opowiedział o kulisach działań bandyckiego trio. Dzięki temu prokuratura po roku zakończyła śledztwo i skierowała do sądu akt oskarżenia. Z niego można się dowiedzieć jak przeprowadzono spektakularną ucieczkę.

Wprawdzie Piotr R. przebywał za kratkami, a Katarzyna B. na wolności, ale oboje zasiadali na ławie oskarżonych w procesie dotyczącym oszustw. Podczas rozpraw przekazywali sobie informacje. Poza tym kobieta zdołała dostarczyć mężczyźnie kartę SIM do telefonu ukrytego w… zegarku! Dzięki temu Piotr R. mógł bez przeszkód kontaktować się z Rafałem M., aby dopinać szczegóły. Bardzo ważnym „rekwizytem” okazały się również niepozorne krople do oczu – przemyciła je do aresztu Katarzyna B., załatwiła także broń. Najważniejsze wydarzenia rozegrały się 26 maja zeszłego roku.

W piątek popołudniu oszust został przewieziony do prokuratury na warszawskim Śródmieściu. Podczas przesłuchania poprosił o możliwość skorzystania z toalety. To był pretekst do skontaktowania się telefonicznie z Rafałem M., któremu przekazał, że dzisiaj zamierza uciec. Od razu też Piotr R. wykorzystał krople do rozszerzania źrenic. Po powrocie do pokoju przesłuchań odegrał scenę, że traci wzrok. Wezwano karetkę, przewieziono go (w asyście dwóch policjantów) do pobliskiego szpitala. Gdy lekarze odkryli, że Piotrowi R. nic nie dolega, jeden konwojent poszedł po samochód, a drugi został sam z aresztantem. To był ten moment, na który czekali bandyci.

Nagle pojawił się Rafał M., przekazał wspólnikowi pistolet, a ten wycelował w głowę policjanta. Nie próbował ich zatrzymywać. Dwóch mężczyzn wybiegło ze szpitala, na ulicy czekała taksówka. Dotarli na Okęcie, bo tam przygotowali drugie auto i kontynuowali ucieczkę. Najpierw był Poznań, a później Gdańsk. Piotr R. dysponował fałszywym belgijskim dowodem osobistym, zameldował się w hotelu i czekał na okazję do wyjazdu za granicę. Nie zdążył, bo jego tropem ruszyli policyjni łowcy głów. I dopadli zbiega po ośmiu dniach.

Rafał M. przyznał się do winy, podobnie Piotr R., choć zmieniał wersję wydarzeń, a Katarzyna B. konsekwentnie odrzucała wszelkie zarzuty. Taksówkarz Adam P. zapewniał, że zawiózł bandytów na Okęcie, bo przystawili mu lufę pistoletu do głowy.

 

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz