„Masa” przekrętów. Pokręcona historia świadka koronnego

Dla jednych to szok, inni wcale nie są zaskoczeni, bo od dawna alarmowali, że jest problem. I stało się! Były gangster o pseudonimie „Masa”, najsłynniejszy polski świadek koronny, został zatrzymany. Prokurator postawił mu zarzuty współudziału w gigantycznych przekrętach, a straty banków liczone są w setkach tysięcy złotych. Mężczyzna trafił do aresztu – pewnie nie będzie miał tam łatwego życia.

 

fot. policja

Najpierw pewne wyjaśnienie, bo w relacjach niektórych mediów wkradł się mały chaos. Prawdziwa tożsamość „Masy” znana jest od lat, bo przecież Jarosław Sokołowski stał się medialną gwiazdą, występował w telewizji, udzielał wywiadów, a nawet pisał książki i na okładkach pojawiało się jego nazwisko. Tymczasem prokuratura informująca o najnowszych ustaleniach śledztwa podaje w komunikatach „Jarosław Ł.”. To jeszcze nie powinno być zaskoczeniem, bo po pójściu na współpracę i otrzymaniu statusu świadka koronnego, „Masa” posługiwał się nową tożsamością. Nic nadzwyczajnego – identycznie potraktowano wielu skruszonych gangsterów, którzy zeznawali przeciwko dawnym wspólnikom. W przypadku „Masy” jest jednak coś zastanawiającego.

Oto fragment depeszy Polskiej Agencji Prasowej z tego tygodnia, na który dotychczas chyba nikt nie zwrócił uwagi:

„Jak wyjaśniła prokuratura „Masa” – znany szerzej jako Jarosław S. – używa kilku nazwisk, w tej występuje jako Ł.”.

Sensacyjna informacja gruchnęła w środę – gdy na jaw wyszły kulisy przeprowadzonej tego dnia wcześnie rano akcji funkcjonariuszy łódzkiego wydziału Biura Spraw Wewnętrznych, czyli policji w policji ścigającej m.in. skorumpowanych stróżów prawa. Wpadło sześć osób.

„Wśród zatrzymanych jest m.in. świadek koronny Jarosław Ł. ps. Masa, naczelnik Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi oraz urzędnik łódzkiej delegatury Urzędu Celno-Skarbowego” – podała Prokuratura Krajowa. Od razu też ujawniono o co są podejrzani. – „Sprawa dotyczy wyłudzeń kredytów bankowych, łapownictwa i powoływania się na wpływy”.

Śledztwo nie jest „świeże”. Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej już od 2015 roku analizuje działalność zorganizowanej grupy przestępczej, która na terenie całego kraju dokonywała oszust i wymuszeń rozbójniczych. W trakcie postępowania ustalono, iż „umoczeni” mogą być również funkcjonariusze publiczni. Śledczy poznali ich nazwiska, ustalono, że niektórzy wręczali lub przyjmowali łapówki, a także nakłaniali inne osoby do składania fałszywych zeznań. Dlatego pod koniec listopada zeszłego roku materiały dotyczące tego wątku wyłączono do odrębnego postępowania, a środowe zatrzymanie sześciu osób były efektem działań.

Podczas przesłuchania „Masa” usłyszał osiem zarzutów. Najważniejszy dotyczy wydarzeń między sierpniem a wrześniem 2012 roku.

„(…) wyłudził za pomocą nierzetelnych dokumentów kredyty i pożyczki na łączną kwotę 668 515,51 zł w ośmiu bankach w Warszawie, Łodzi oraz innych miejscowościach na terenie województwa łódzkiego i mazowieckiego” – ujawniła Prokuratura Krajowa.

Poza tym miał „wielokrotnie udzielać korzyści majątkowych” Zbigniewowi G., czyli szefowi wydziału wywiadu kryminalnego KWP w Łodzi. Chodziło o anaboliki i dwie tony… produktu grzewczego pelletu!

„Masa” jest także podejrzany (razem z synem i biznesmenem z Łodzi) o wręczenie w czerwcu 2015 roku dwóch tysięcy łapówki Grzegorzowi S., pracownikowi II Urzędu Celnego w Łodzi. Do tego dochodzi zarzut o składanie fałszywych zeznań.

Najciekawiej jednak brzmi ten fragment prokuratorskiego komunikatu:

„Podejrzany powoływał się na wpływy w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi i pośredniczył w załatwieniu sprawy naboru do służby w Policji”.

Czyżby „Masa” kaperował ludzi do policji?!

Prokuratura złożyła wnioski o tymczasowe aresztowanie „Masy” i policjanta. Sąd Rrejonowy Lublin Zachód wysłał obu za kratki. Zbigniew G. wyjdzie jednak na wolność, jeśli w ciągu miesiąca wpłaci poręczenie majątkowe w wysokości 100 tysięcy złotych. Natomiast Jarosław Ł. pozostanie w celi przez najbliższe 3 miesiące. I zapewne nie będzie to dla niego spokojny czas, bo w wielu „kryminałach” na terenie Polski do dziś przebywają bandyci, którzy usłyszeli skazujące wyroki dzięki jego zeznaniom.

„Masa” swój pseudonim zawdzięcza potężnej sylwetce. Dzisiaj powoli zbliża się do 60-tki, ale w latach ’90 był – razem z kompanami – postrachem Warszawy, bo należał do tzw. gangu pruszkowskiego. Na pewno zajmował w nim wysoką pozycję, ale on sam zaprzeczał, aby należał do przywódców (wówczas nie mógłby zostać świadkiem koronnym). Na popełnianiu rozmaitych przestępstw, nierzadko bardzo brutalnych, zarabiał krocie. Wiódł luksusowe życie, inwestował także w legalne interesy (był współwłaścicielem słynnej dyskoteki „Planeta”).

Podczas działalności „pruszkowskich” zginęło wiele osób. Zastrzelono między innymi przyjaciela „Masy” Wojciecha Kiełbińskiego, pseudonim „Kiełbasa” (do dziś niektórzy sugerują, że Sokołowski nie ma czystych rąk w tej zbrodni). Później – w grudniu ’99 roku w Zakopanem – dokonano zamachu na Andrzeja Kolikowskiego, pseudonim „Pershing”, lidera grupy pruszkowskiej i człowieka, który chronił „Masę” przed resztą zarządu. Sokołowski w wielu wywiadach twierdził, że po śmierci Kolikowskiego, jego życie było zagrożone. Kilka tygodni później został zatrzymany przez policję pod zarzutem wymuszenia rozbójniczego, trafił do aresztu i wkrótce zaczął współpracować z prokuraturą. Jego opowieść pozwoliła na aresztowanie wielu przestępców, przez długi czas „Masa” był chyba najbardziej chronionym człowiekiem w Polsce, ale z upływem czasu zaczął prowadzić życie iście celebryckie. Stał się bohaterem niezliczonej ilości reportaży, jego losy stały się kanwą do filmów i seriali kryminalnych, w księgarniach pojawiły się książki. Nie tylko o nim, ale również przez niego pisane. Seria o kulisach mafii pruszkowskiej (napisana razem ze znanym dziennikarzem śledczym) stała się bestsellerem. Doszło do absurdalnych sytuacji, że świadek koronny chciał organizować… wieczory autorskie.

Nie brakowało jednak ludzi, którzy podważali „zasługi” skruszonego gangstera. I nie chodzi tylko o dawnych wspólników od przestępczych interesów. Także dziennikarze, policjanci, prawnicy zwracali uwagę na luki w zeznaniach „Masy”, liczne nieścisłości, unikanie tematu polityków czy były funkcjonariuszy PRL-owskich służb współpracujących z gangsterami. No i interesy prowadzone przez świadka koronnego. Gdy na rynku pojawiła się książka „Koronny nr 1. Pseudonim „Masa” (autorstwa Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego) stawiająca w złym świetle Sokołowskiego, to jej bohater próbował wstrzymać sprzedać książki.

„Jarosław Sokołowski, ps. Masa, niewątpliwie skorzystał na wejściu w program ochrony świadka koronnego. Komu jak komu, ale jemu to się naprawdę opłaciło” – czytamy we wstępie do książki Latkowskiego i Pytlakowskiego.

 

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz