„Warszawa spłaca Bieruta, nie stać jej na Trzaskowskiego”. Słowa… b. zastępcy HGW

Nieprzemyślane i nieścisłe propozycje, brak wiedzy o działaniu miasta, pomysły, które mogą kosztować setki milionów zlotych i groźba paraliżu inwestycyjnego miasta – to główne zarzuty wobec programu „Zaplanowana Warszawa”, który ogłosił kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski – czytamy w komunikacie prasowym Instytutu Rozwoju Warszawy, organizacji kierowanej przez byłego zastępcę Hanny Gronkiewicz-Waltz, Jacka Wojciechowicza. Komunikat publikujemy w całości poniżej: 

 

fot. freeimages.com

Programowi przyjrzeli się przedstawiciele Instytutu Rozwoju Warszawy, Stowarzyszenia Architektów Polskich oraz burmistrzowie warszawskich dzielnic.

Jako Instytut Rozwoju Warszawy śledzimy wszystkie ważne wydarzenia, które mają wpływ na sytuację społeczno-gospodarczą stolicy

– tłumaczy prezes Instytutu Rozwoju Warszawy, były wiceprezydent Jacek Wojciechowicz.

– Zbliża się kampania wyborcza, więc pojawiają się ostatnio różne propozycje zmian w naszym mieście. Mamy obecnie program, który został zgłoszony przez PO i N w kwestii architektury i planowania miasta.  

Jak dodaje, po transformacji ustrojowej w Warszawie zbudowanych zostało ok. 250 tys. mieszkań i ponad 5 mln mkw. powierzchni biurowej.

W ostatnich 12 latach udało się zrobić bardzo wiele, by zlikwidować chaos urbanistyczny, powstały także nowe koncepcje, np. Nowe Centrum Warszawy, czyli stworzenie warszawskiego city sięgającego od ul. Targowej do Towarowej

– mówi prezes Stowarzyszenia Architektów Polskich Mariusz Ścisło.  

Przedstawiciele organizacji w propozycjach Rafała Trzaskowskiego widzą bardzo wiele niebezpieczeństw.

Pomysły są w wielu miejscach niespójne, nieścisłe, czy nie mające szans na realizację

– zauważa Jacek Wojciechowicz.

Tego typu dokumenty i ich jakość świadczą o zupełnym lekceważeniu warszawiaków i pokazują, że kandydaci uważają, że „ciemny lud wszystko kupi”. 

Jako przykład podaje pomysł zmian w kwartale od al. Jana Pawła II do ul. Nowy Świat

Kwartał ma cztery boki. Tu podane są tylko dwa – nie wiadomo więc, gdzie się on kończy, a gdzie zaczyna

– tłumaczy.

To propozycja pisana „na kolanie”, lekceważąca wyborców. Nie wiadomo też, na czym ma polegać strefa „niespieszna i przyjazna spacerom”.  

Z największą krytyką spotkały się zmiany w studium zagospodarowania przestrzennego.

Rafał Trzaskowski mówi o nowej filozofii, która zakłada uchwalenie studium, planów, a dopiero potem budowy infrastruktury przez miasto i inwestycji. Nowość tej propozycji polega tylko na tym, że dziś budują to inwestorzy na własny koszt, a teraz ma to budować miasto

– dziwi się Jacek Wojciechowicz.

Problem w tym, że pan Trzaskowski planuje nie wydawać żadnych decyzji pozwalających na realizacje inwestycji do czasu uchwalenia studium, potem planów i wybudowania przez miasto infrastruktury. Czyli zamrozi wszelki rozwój 60% obszaru Warszawy na ok. 10 lat.  

Przedstawiciele organizacji zauważają, że dotychczas to deweloperzy budowali infrastrukturę. Kandydaci PO i N proponują, by taką infrastrukturę budowało miasto.

– Nie bardzo rozumiem, dlaczego miałoby to być finansowane z budżetu miasta. Przecież to są koszty sięgające kilkuset milionów złotych

– mówi Wojciechowicz. 

Obecnie działa to tak, że podpisujemy porozumienia z inwestorami, na podstawie których to oni budują niezbędną infrastrukturę przy swoich działkach – mówi wiceburmistrz Ursusa Wiesław Krzemień. – To świetnie się sprawdza, miasto nie wydaje pieniędzy, a mieszkańcy mają lepszy komfort życia. 

Samorządowcy i architekci ostrzegają, że wstrzymanie rozwoju dzielnic może narazić miasto na dodatkowe odszkodowania.

Warszawa już dziś płaci za Bieruta, nie stać jej na płacenie jeszcze za Trzaskowskiego

– mówi Jacek Wojciechowicz. Pojawiły się także zarzuty do pomysłu, by to urząd miasta, a nie urzędy dzielnic, wydawał warunki zabudowy czyli tzw. wuzetki.

– To bezsensowna centralizacja, która utrudni życie i mieszkańcom i urzędnikom

– mówi wiceburmistrz Krzemień.

Warto pamiętać, że jest to kilka tysięcy decyzji w roku. Konieczność jeżdżenia na wizje lokalne do odległych części Warszawy spowoduje wydłużenie postepowań i utrudnienia dla obywateli. 

Rafał Trzaskowski zapowiedział też, że będzie walczył z chaosem reklamowym.

Warto tu przypomnieć, że dwa lata temu została uchwalona ustawa krajobrazowa, która daje samorządom możliwość walki z reklamami

– przypomina Jacek Wojciechowicz.

– Gdy byłem wiceprezydentem, przygotowaliśmy w ratuszu założenia do tej uchwały. Od tego czasu minęły prawie dwa lata, a Platforma Obywatelska, która ma większość w Radzie Warszawy, nadal nie uchwaliła takich przepisów. Tymczasem inne miasta już dawno przyjęły takie uchwały – tu można wymienić choćby Wrocław albo o wiele mniejszy Ciechanów

– dodaje.

(źródło: inf. pras. Instytut Rozwoju Warszawy)

Dodaj komentarz