Sąd zbeształ sąd. Za wyrok w sprawie obcinaczy palców

Brutalni, bezwzględni, chciwi. Zwyrodnialcy z tzw. gangu obcinaczy palców okaleczali ofiary, które porwali dla okupu. Po rozbiciu bandy prokuratura sporządziła kilka aktów oskarżeń. Jeden z wyroków zszokował – ośmiu oprawców zostało bowiem uniewinnionych. Bulwersujące orzeczenie właśnie zostało uchylone, a w uzasadnieniu sąd nie pozostawił na nim przysłowiowej suchej nitki.

 

Gang obcinaczy palców to jedna z najbrutalniejszych grup w historii stolicy. fot. policja

O działalności wyjątkowo niebezpiecznego gangu, który dziennikarze nazwali „obcinaczami palców”, wielokrotnie informowaliśmy na łamach portalu Telegraf24.pl Poza tym historia stała się kanwą filmów sensacyjnych, czy seriali kryminalnych. I jest zapewne doskonale znana naszym Czytelnikom, ale przypomnimy najważniejsze fakty.

Grupa działała w Warszawie i okolicznych miejscowościach w latach 2003-2005, a jego ofiarami padło – według ustaleń prokuratury – co najmniej 20 osób. Przede wszystkim ludzie majętni lub ich krewni. Za uwolnienie żądali ogromnych okupów. Każdorazowo liczonych w setkach tysięcy złotych. Aby pokazać, że nie żartują sektorem obcinali więzionym palec i wysyłali rodzinie. Na okrutnym procederze członkowie gangu mogli „zarobić” nawet miliony.

Niestety, nie wszystkie ofiary wróciły do domu. Nadal nieznany jest los młodej kobiety i cudzoziemca, choć nikt nie ma wątpliwości, że oboje zostali zamordowani.

Hindus Harish H. pracował dla biznesmena – rodaka działającego w Warszawie. To przedsiębiorca miał być celem bandytów, ale tamtego dnia – w kwietniu 2004 roku –  Harish H. jechał samochodem szefa i wpadł w ręce porywaczy. Gangsterzy szybko zorientowali się, że doszło do pomyłki, ale i tak zażądali dwóch milionów euro. Mężczyznę więziono przez kilka tygodni i torturowano, obcięto mu trzy palce. Krewni Hindusa nie byli w stanie zdobyć tak ogromnej sumy, a bandyci w końcu zerwali kontakt. Ciała mężczyzny nigdy nie odnaleziono.

Podobnie jak Eweliny B., studentki, która była córką bardzo bogatego przedsiębiorcy. Dziewczyna została porwana w maju 2005 roku. Początkowo zwyrodnialcy zażądali za jej uwolnienie pół miliona euro i otrzymali pieniądze, ale dziewczyna nie wróciła do domu. Przestępcy zorientowali się, że mogli zażądać znacznie więcej i podnieśli stawkę. Nie wiadomo dlaczego po kilku tygodniach zamilkli.

Po rozbiciu bandy i trafieniu większości gangsterów za kratki, pękła zmowa milczenia, a właściwie strachu, a prokuratura wszczęła liczne śledztwa. Niektóre wątki udało się wcześniej zakończyć, inne postępowania trwały dłużej (chociażby z powodu ukrywania się części podejrzanych).

Zresztą do dzisiaj okoliczności niektórych przestępstw są wyjaśniane. W styczniu tego roku na polecenie Prokuratury Okręgowej w Płocku zatrzymano kilkanaście osób, wśród nich przywódcę bandy Wojciecha S., pseudonim „Wojtas”.

„Tym razem akcja nie była zbyt trudna, bo większość gangsterów przebywała… za kratami. Odsiadują bowiem kary lub czekają na wyroki. Jedynie Albert P., pseudonim „Abel”, przebywał na wolności, ale właśnie trafił do celi” – pisaliśmy.

Przez minione kilkanaście lat sądy różnego szczebla wydawały wyroki na członków gangu obcinaczy palców. W większości skazujące (m.in. „Wojtasa”), ale jedno orzeczenie zszokowało opinię publiczną.

Przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga toczył się proces przeciwko ośmiu bandziorom. Trwał zdumiewająco długo, bo aż 10 lat. Dopiero w 2016 roku zapadł wyrok – uniewinniono większość oskarżonych (skazano jedynie tych, co przyznali się do zarzucanych przestępstw). Szokowała treść orzeczenia, jak i jego ustne uzasadnienie. Sędzia stwierdziła, że organy ścigania popełniły liczne błędy, podczas rozpraw wręcz konieczne było przeprowadzenie swoistego śledztwa, a nie znaleziono wystarczających dowodów winy. Strofowano nawet media za używanie określenia „obcinacze palców”, bo żaden z oskarżonych nie odpowiadał za ciężkie uszkodzenie ciała.

Oczywiście, ten wyrok został zaskarżony przez prokuraturę, a 10 kwietnia swoją decyzję ogłosił Sąd Apelacyjny w Warszawie. I uchylił orzeczenie nakazując równocześnie ponowne przeprowadzenie procesu. Główny powód – niewłaściwa ocena materiału dowodowego przez sąd pierwszej instancji.

„Skupił się na wytykaniu błędów prokuraturze, a nie pochylił się nad całością zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego i jego istotą, który wskazywał na popełnienie przez oskarżonych przestępstw objętych aktem oskarżenia” – tłumaczył portalowi tvp.info prokurator Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Z kolei serwis tvnwarszawa.pl cytuje fragmenty uzasadnienia – padły bardzo mocne słowa, choćby o tym, że sąd pierwszej instancji „nie podołał obowiązkom”.

Teraz cały proces musi być prowadzony od początku. Pojawił się jednak niespodziewany problem.

„Ci oskarżeni, którzy współpracowali z prokuraturą, odwołali swoje wyjaśnienia. A główny świadek, Michał K., po złożeniu zeznań zniknął i nie odnalazł się do dziś. Policjanci są przekonani, że nie żyje” – podkreśla tvnwarszawa.pl

 

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz