Dzięki HGW i ty płacisz za „Klątwę” w Powszechnym

By Ireneusz S. Wierzejski (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/)], via Wikimedia Commons

Temat „Klątwy” od wielu tygodni nie schodzi z łamów stołecznych pism, jest żywy w sieci. I w zasadzie można zgodzić się z tymi, którzy tłumaczą, że mówiąc o zwyczajnie marnym artystycznie spektaklu, także ostro go krytykując, robimy obrzydliwej inscenizacji jedynie reklamę. Że o to tfurcom przez duże TFU chodzi. Problem polega jednak na tym, że „Klątwa” jest wystawiana w Teatrze Powszechnym, do niedawna jednej z wiodących scen stolicy, teatrze utrzymywanym przez Miasto Stołeczne Warszawa. I to z pieniędzy warszawiaków utrzymywana jest działalność Powszechnego. A skoro tak – protest przeciwko temu, co w teatrze się dzieje jest rzeczą naturalną.

I nie chodzi bynajmniej o jakąś cenzurę. Chce ktoś  wystawiać obrażające katolików przedstawienia? To niech zbierze na to pieniądze, wynajmie salę na rynku komercyjnym, i zarobi  na  sprzedaży biletów. W takiej sytuacji faktycznie, jedynym sensownym działaniem środowisk katolickich byłoby sprawy przemilczenie, bądź – jak ktoś by chciał – modlitwa o opamiętanie bluźnierców. Jednak w sytuacji, gdy teatr finansowany jest ze środków publicznych, trudno się dziwić, że katolicy, którzy jakby nie było także płacą podatki  w tym mieście, są oburzeni.

„Klątwa” nie jest jedynym wybrykiem obecnego kierownictwa teatru. Jedną z pierwszych decyzji nowego dyrektora była rezygnacja z usług wybitnych aktorów – Franciszka  Pieczki i Kazimierza Kaczora. Potem mieliśmy jeszcze promowanie ruchów LGBT, na koniec „Klątwę”. Czy faktycznie powinno to być robione za publiczne pieniądze? Wątpię. I warto to pytanie postawić nadzorującym Powszechny obecnym władzom Warszawy, z prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz na czele.

Przemysław Harczuk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*