Część Warszawy odcięta od świata? Strajk kierowców możliwy, negocjacje trwają

Spór zbiorowy kierowców autobusów miejskich z MZA trwają. Na razie nie widać wyjścia z sytuacji, miejski przewoźnik czeka na sesję Rady Warszawy, która odbędzie się 22 marca. Do strajku jeszcze daleka droga, co jednak oznaczałby faktyczne jego podjęcie? Już jednodniowy protest taksówkarzy pokazał, że zdeterminowani kierowcy są w stanie skutecznie zablokować sporą część miasta. Strajk kierowców autobusów w swej najradykalniejszej formie mógłby odciąć od komunikacji te części miasta, do których nie docierają metro i tramwaje. 

fot. Raf24 By Raf24 (Own work) [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Na razie wiadomo, że kierowcy chcą podwyżki najniższych pensji d0 4500 zł. brutto (teraz to 3700 zł. brutto). MZA twierdzi, że nie dysponuje środkami na zapewnienie tego typu wypłat. Co protest oznaczałby w praktyce? Dla pasażerów na pewno byłby dotkliwy. Oczywiście nie wiemy, jaka byłaby forma tego protestu. Strajk włoski, polegający na skrupulatnym przestrzeganiu przepisów, czy zbyt wolnej jeździe po mieście, byłby na pewno uciążliwy mniej, niż nie podjęcie przez pracowników pracy w ogóle.

W takiej sytuacji największy problem miałyby te rejony miasta, do których nie dociera komunikacja szynowa, SKM, tramwaje, metro. A więc problem miałby cały Wilanów, spora część Włoch, czy Ursusa. A także niektóre rejony poszczególnych dzielnic, takie jak na przykład Gocław na Pradze Południe, gdzie tramwaj ma być doprowadzony za kilka lat, a metro w dużo dalszej perspektywie.

Oczywiście strajk kierowców MZA nie musi oznaczać końca przewozów w ogóle, bo  w ramach usług świadczonych przez ZTM obok MZA są przewoźnicy prywatni. Miasto może też, wzorem Kielc w 2007 roku skorzystać z usług prywatnych busów, które przejęłyby częściowo  usługi komunikacyjne. Jednak takie rozwiązanie zastępcze jedynie zminimalizowałoby straty, z pewnością by ich nie zniwelowało całkowicie.

Na razie negocjacje trwają, ale obie strony okopały się na swoich stanowiskach. MZA mówi, że kasy nie ma, czeka na  sesję Rady Warszawy. Kierowcy chcą mediatora, na którego nie zgadza się druga strona. Jeśli jednak po sesji rozwiązanie sytuacji nie będzie znalezione, a strony nie dojdą do porozumienia w sprawie mediatora, mediacja i tak musi się odbyć. Jednak jej warunki i osobę mediatora wyznaczy strona rządowa. Jeśli mediacja nie przyniesie skutku, kolejnym krokiem związkowców może być strajk. Odbyłby się on albo jeszcze przed wakacjami, albo tuż po nich, a więc w gorącym okresie kampanii wyborczej.

Antoni Zankowicz

Dodaj komentarz