Znikające dowody, fałszywy biegły. Układy zamknięte wciąż istnieją

Co jakiś czas w serwisie Telegraf24 publikować też będziemy materiały o charakterze szerszym, o tematyce krajowej, bądź międzynarodowej. Dziś historia Mirosława Ciełuszeckiego, przedsiębiorcy, któremu lokalny układ zniszczył firmę, odebrał na kilka miesięcy wolność

Znikające dowody, fałszywy biegły. Układy zamknięte wciąż istnieją

fot. freeimages.com

Mirosław Ciełuszecki, twórca i prezes spółki Farm Agro Planta od lat oskarżony jest w kuriozalnym procesie. Zarzuty są absurdalne, mężczyzna trafił do aresztu na podstawie opinii fałszywego biegłego, który na dodatek… przywłaszczył sobie komputer dowodami, które zaginęły. Prokuratura nie wszczęła śledztwa w sprawie kradzieży. Zdaniem śledczych uległa bowiem ona przedawnieniu. Za to Ciełuszecki wciąż jest oskarżony. – Firma padła, setki ludzi trafiło na bruk. Nie wierzę w polski wymiar sprawiedliwości. Tu dobrej zmiany nie widać, układy zamknięte nadal istnieją  – mówi. 

Mirosław Kluska, twórca polskiego giganta komputerowego Optimus oraz portalu Onet, Paweł Rey i Lech Jeziorny, których historia posłużyła scenarzystom filmu „Układ Zamknięty”, Michel Marbot – z pochodzenia Francuz, z wyboru Polak, były producent makaronów Malma – historie przedsiębiorców zniszczonych w III RP można mnożyć. Jednak sprawa Mirosława Ciełuszeckiego choć podobna, jest z wielu względów wyjątkowa. Choćby z uwagi na przewlekłość toczącego się niemal od początku stulecia postępowania, czy rażącą liczbę błędów i dziwnych zdarzeń, jak fałszywi biegli, czy znikające dowody w sprawie. 

Wymiar niesprawiedliwości 

 Z Mirosławem Ciełuszeckim spotykamy się na Podlasiu. To tu,  po powrocie ze Stanów Zjednoczonych od podstaw zbudował firmę, która w ciągu kilku lat stała się potentatem na rynku chemicznym w Polsce. I to tu przeżył życiowy dramat – zniszczenie firmy, wieloletni proces, areszt.  – Często czuję się jakbym był bohaterem filmu „Układ Zamknięty”. Mój doradca i przyjaciel Marek Karp zginął w dziwnych okolicznościach, spółka, dzieło życia została zniszczona, setki ludzi trafiło na bruk. Wszystko toczy się od piętnastu lat – mówi Mirosław Ciełuszecki.   – Przez tan czas  miałem poczucie, że III RP to państwo będące przeciwko obywatelom. Wtedy, gdy służby specjalne wyprowadzały mnie na oczach dziecka z domu,  gdy zamykano mnie na kilka miesięcy w areszcie, a w sądzie występował biegły, który przelewy bankowe Elixir – elementarz dla każdego, kto zna zasady ekonomii – twierdził, że eliksir kojarzy mu się wyłącznie z płynem, a sąd pierwszej instancji dawał tym zeznaniom wiarę i skazywał na więzienie. Dziesięć lat temu Sąd Apelacyjny zwrócił sprawę do pierwszej instancji, jednak proces toczy się do dziś! – na twarzy przedsiębiorcy widać zdenerwowanie. Jak tłumaczy, liczył na dobrą zmianę w wymiarze sprawiedliwości i prokuraturze. Złożył doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez biegłego, który przywłaszczył sobie laptop. – Ten komputer zawierał najważniejsze dane finansowe naszej firmy – tłumaczy pan Mirosław. W ubiegłym roku prokuratura umorzyła sprawę. Powód? Sprawa się przedawniła.  – Fakt, że sąd w naszej sprawie dopuścił opinię biegłego wcześniej pozbawionego dyscyplinarnie uprawnień, jest skandalem. Jeszcze większym to, że ten fałszywy biegły przywłaszczył sobie laptop z dowodami w sprawie. Ale to, że prokuratura nie zamierza się zająć kradzieżą sprzętu, jest już w ogóle nie do pomyślenia. Tu się wszystko przedawniło, a mój horror trwa już 15 lat – oburza się przedsiębiorca. 

Kilkanaście ciężkich lat 

Do rozpoczęcia procesu stworzona przez Ciełuszeckiego Farm Agro Planta była potężną firmą – zatrudniała kilkaset osób, przede wszystkim stawała się potentatem na rynku chemicznym. W roku 2002 Ciełuszecki został aresztowany, zarzucano mu działanie na niekorzyść spółki. Sam proces byłl dość szeroko komentowany przez media. Przypomnijmy jedynie, że przedsiębiorca oskarżony był o działalność na niekorzyść spółki. Dowodem miała być sprzedaż należących do niego działek własnej firmie, po rzekomo zawyżonej cenie. Zarzut już od początku był wątpliwy – działki należały owszem do Ciełuszeckiego, ale przedsiębiorca pełną kwotę uzyskaną z transakcji przekazał na konto firmy. A więc firma odzyskała pieniądze co do złotówki, a do tego jeszcze zyskała cenne nieruchomości. Mówienie o działaniu na niekorzyść spółki, której zresztą Ciełuszecki był wyłącznym udziałowcem, jest mocną przesadą. Co więcej, choć śledczy (a w pierwszej instancji także biegli) twierdzili, że kwota zapłacona za działki była zawyżona, również ten zarzut nie był przekonujący. Po pierwsze – ciężko wyjaśnić, czemu przedsiębiorca miałby zawyżać cenę działek, skoro i tak zamierzał pieniądze te z powrotem wpłacić na konto spółki? Bardziej logiczne byłoby zaniżenie wartości nieruchomości – wtedy płacony byłby niższy podatek. Tak spółka zyskała działkę, nie tracąc de facto pieniędzy. A więc działanie Ciełuszeckiego było typowym podwyższeniem kapitału własnego przedsiębiorstwa. Mówienie o działaniu na szkodę, jest o najmniej dziwne.

Po drugie – śledczy i biegli w sądzie pierwszej instancji uznając, że cena działek była zawyżona, brali pod uwagę przeciętną cenę nieruchomości na Podlasiu. Problem w tym, że sprzedane przez Ciełuszeckiego działki znajdowały się na granicy z Białorusią, w dodatku znajdował się na nich przeładunkowy terminal kolejowy z torów szerokich na wąskie. Nawet dla laika wydaje się oczywiste, że cena takiej działki musi być wyższa, niż podobnej, ale niezabudowanej, znajdującej się w lesie.

Po trzecie wreszcie – już po upadku FAP majątek spółki sprzedał syndyk masy upadłościowej. Cena, jaką za majątek uzyskał była zdecydowanie bliższa tej, za którą sprzedawał ją Ciełuszecki, niż tej wyliczonej przez śledczych i biegłych sądowych. Mimo to,  w pierwszej instancji sąd rejonowy w Bielsku Podlaskim uznał Ciełuszeckiego za winnego.  W 2007 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku zarzucił pierwszemu postępowaniu rażące nieprawidłowości i sprawę ponownie skierował do pierwszej instancji. Kolejny proces toczy się w Białymstoku, to niekończący się serial przekładanych rozpraw. Podczas nielicznych, które się odbyły, zaczęły wychodzić rażące błędy poprzedniego postępowania, w którym Ciełuszeckiego skazano. Nie dość, że ówcześni biegli nie mieli pojęcia o współczesnej ekonomii (wspomniany elixir nie jako bankowy przelew, ale jako płyn), to – jak się okazało w 2010 roku – jeden z nich, Janusz M. okłamał sąd pierwszej instancji. Wystąpił jako biegły, choć kilka lat wcześniej stracił uprawnienia. Na rozprawie z 2017 roku okazało się, że brakuje komputera z dokumentami firmy, zdaniem obrony niezbicie świadczących o niewinności oskarżonego. Ostatnim, który miał ów sprzęt był… fałszywy biegły Janusz M. 

Śledztwa nie będzie 

Pod koniec 2016 roku sprawą zainteresowali się działacze demokratycznej opozycji z lat 80. – między innymi legendarny działacz krakowskiej opozycji Ryszard Majdzik oraz działacze Niezależnego Zrzeszenia Studentów – Kinga Hałacińska i Dariusz Piekło. Złożyli oni do Prokuratury Krajowej doniesienie o popełnieniu przestępstwa, jakim było ukrycie przez śledczych dowodów rzeczowych w sprawie karnej. Prokuratura Krajowa skierowała sprawę do prokuratury w Ełku. Działać postanowił też sam Mirosław Ciełuszecki, który podobne pismo skierował do prokuratury w Białymstoku, ta przekazała sprawę do Suwałk, a stamtąd pismo trafiło do Augustowa. W obu przypadkach śledczy nie wszczęli śledztwa – uznali, że sprawa się przedawniła. –  Nie wierzę w polski wymiar sprawiedliwości. Tu dobrej zmiany nie widać, układy zamknięte nadal istnieją  – nie kryje rozżalenia Mirosław Ciełuszecki*. 

Przemysław Harczuk

autor jest dziennikarzem działu Opinie „Super Expressu”, redaktorem naczelnym Telegrafu24

 

*pisząc korzystałem ze źródeł własnych a także swoich wcześniejszych artykułów z mediów niepodległościowych i  portalu Telegraf24

Dodaj komentarz