Biedroń. Tęczowa nadzieja neobolszewickiej lewicy (ANALIZA POLITYCZNA)

Od kilku dni skrajna lewica i libertyni postpalikotowi mają nową nadzieję. To prezydent Słupska Robert Biedroń, który miałby wystartować w wyborach na prezydenta stolicy, zwyciężyć w nich, następnie zbudować sobie poparcie w wyborach ogólnokrajowych. Biedroń miałby wykorzystać słaby dość start Rafała Trzaskowskiego z PO popieranego przez Nowoczesną i brak zdecydowania PiS, które wciąż nie wystawiło swojego kandydata. Co oznaczałaby wygrana Biedronia i czy jest ona realna?

Takich symboli pod rządami Biedronia mielibyśmy znacznie więcej fot. Mateusz Opasiński/By Mateusz Opasiński (Own work) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons


Na razie Biedroń może liczyć na poparcie rzędu 16 proc. – wynika z sondaży. Już jednak ewentualne poparcie dla prezydenta Słupska zadeklarowały Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz inne lewicowe organizacje. W stolicy, gdzie elektorat nihilistyczny jest siłą rzeczy większy niż gdzie indziej, szanse na zdobycie dwycyfrowego wyniku, a nawet 20 proc. są realne. Przy słabości konkurencji Robert Biedroń faktycznie mógłby zawalczyć o drugą turę, a nawet o wygraną.
Ewentualna wygrana Biedronia oznaczałaby kilka rzeczy.
Po pierwsze – byłby to koniec Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej w tym kształcie, faktycznie początek budowania czegoś nowego.
Po drugie – narzucenie warszawiakom, a docelowo próba narzucenia wszystkim Polakom skrajnie nihilistycznych projektów dawnego Ruchu Palikota. A więc walka z Kościołem, wzmacnianie gender i LGBTQ, poparcie dla zabijania nienarodzonych.
Po trzecie – mielibyśmy do czynienia z terrorem politycznej poprawności, inżynierią społeczną i ostrym uderzeniem w tradycyjne wartości.
Po czwarte – instalacje w rodzaju Tęczy na pl. Zbawiciela będą na porządku dziennym.
Czy wygrana Biedronia jest w ogóle realna?
Prezydent Słupska ma kilka atutów. Bez wątpienia na jego korzyść grałby fakt, że potężne wsparcie (już zauważalne) dałyby mu media liberalno-lewicowego mainstreamu. Na korzyść kandydata przemawiałaby także słabość obecnej opozycji – Biedroń dawałby tzw. efekt nowości. Wreszcie – Biedroń nie jest z PO, a więc nie ma szans by powiązać go z aferą warszawską. Do tego może wykorzystywać tradycyjnie antypisowskie nastawienie sporej części mieszkańców.
Jest też w tej kandydaturze kilka słabych punktów. Przede wszystkim warszawiacy są liberalni i w części antypisowscy, ale dla wielu z nich Biedroń to wciąż ideologiczny beton. Oczywiście poparcie dla jego poglądów jest w stolicy szersze niż w całym kraju, jednak na drugą turę też może nie wystarczyć. Biedroń to prezydent Słupska. Co, jeśli weźmie udział w starciu z warszawiakami, może być bardzo dużym obciążeniem (choć Trzaskowski posłem jest z Krakowa, a PiS wystawić może kandydata z Opola, wtedy zarzut o „słupskość” będzie mało skuteczny). Kolejna rzecz – Biedroń może utrzymywać, że zyskał doświadczenie w samorządzie. To prawda, jednak jego osiągnięcia jako prezydenta Słupska budzą wątpliwości. I też będą podniesione w kampanii.
Bez wątpienia ludzie o przekonaniach konserwatywnych w stolicy nie mają powodu do radości. Podejście PiS do własności prywatnej może budzić wątpliwości. Kandydat PO mocno skręca w lewo, zaś Biedroń symbolizuje wszystko, co dla tradycjonalistów najgorsze. Wybory już jesienią…
(Telegraf24)

Dodaj komentarz