Sprawa Lutosławskiego 9. Drastyczny, ale bardzo trudny przypadek

Obrażanie ludzi, wyrzucanie rzeczy przez okno, przemoc fizyczna wobec lokatorów – to rzeczywistość, jaką zaprezentowano podczas posiedzenia komisji weryfikacyjnej w sprawie Lutosławskiego 9. Jednocześnie jednak w tym konkretnym wypadku mamy do czynienia nie z wyłudzeniem własności, ale zwrotem prawowitym właścicielom. Jeśli przemoc miała miejsce – a opublikowane w sieci filmiki wskazują, że świadkowie mówią prawdę – należy wyciągnąć konsekwencje. Karne – za przemoc i wyzwiska, dla których nie ma usprawiedliwienia. Co do własności budynku należy jednak działać BARDZO ostrożnie. By nie wylać dziecka z kąpielą i nie wprowadzać bolszewizacji prawa.

Agresywnych zachowań wobec lokatorów nie można usprawiedliwiać. Ale bolszewizacja prawa to nie rozwiązanie. Konieczne są zmiany mogące pogodzić środowiska lokatorskie i spadkobierców. fot. Adrian Grycuk/Wikipedia By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

O tym, że w Warszawie mamy do czynienia z aferą wiadomo nie od dziś. Podobnie jak o tym, że praprzyczyną tego, co się dzieje jest brak ustawy reprywatyzacyjnej. Tzw. afera warszawska zazwyczaj dotyczyła przypadków, gdy zrabowane przez komunistyczne władze majątki odzyskiwali nie prawowici spadkobiercy, ale tzw. handlarze roszczeń, którzy najpierw za bardzo małe pieniądze nabywali od prawowitych właścicieli roszczenie, a potem „jakimś cudem” przełamywali biurokratyczną barierę i odzyskiwali cenną nieruchomość, której latami nie mogli odzyskać prawowici właściciele. Jak wielokrotnie pisaliśmy – zarówno lokator, jak i spadkobierca są w stolicy ofiarami.

Przypadek kamienicy przy Lutosławskiego 9. jest jednak inny. O wiele bardziej skomplikowany i trudny. Po pierwsze – nieruchomość odzyskali prawowici właściciele. Nie ma więc mowy o oszustwie. Wątpliwość budzi z kolei fakt, że tuż przed zwrotem budynku przeprowadzono w nim na koszt miasta kosztowny remont. Tak, jakby w prezencie dla przyszłych właścicieli. Oburzenie – podkreślmy, jak najbardziej zrozumiałe – budzą opisy traktowania mieszkających w budynku lokatorów przez byłych właścicieli nieruchomości.

Świadkowie mówią o karalnych groźbach, wyrzucaniu przez okno dobytku (a więc także czyjejś własności, której spadkobiercy w tym wypadku nie uszanowali), obrażaniu, pobiciach. Na ujawnionych w sieci filmikach widzimy rękoczyny, nerwy, obraźliwe słowa.

To oczywiście niedopuszczalne, sprawą gróźb, czy przemocy fizycznej powinny BEZWZGLĘDNIE zająć się organa ścigania.

Sprawą o wiele bardziej skomplikowaną jest jednak kwestia własności budynku. Bo – możemy sobie wyobrazić mniej więcej jak będzie sprawa wyglądać. Lewica i ruchy lokatorskie będą słusznie podnosić swoją krzywdę, jednocześnie jednak w czambuł potępiać reprywatyzację jako taką. A minister Patryk Jaki i Komisja Weryfikacyjna w rewolucyjnym uniesieniu gotowi są odebrać prawo własności spadkobiercom. I zyskać społeczne uznanie. Dla prawa pochopna decyzja byłaby tu jednak katastrofą. Bo – zwrot budynku, jak wszystko na to wskazuje – został dokonany zgodnie z prawem. To, że spadkobiercy okazali się ludźmi delikatnie mówiąc nie w porządku, powinni za agresję odpowiedzieć, to jedno. Cofanie zgodnej z prawem decyzji to byłby jednak bolszewizm w czystej formie. Fakt, że posunęliby się do niego przedstawiciele partii nazywającej się konserwatywną, byłby ponurym chichotem historii.

Oczywiście BEZWZGLĘDNIE trzeba zadbać o lokatorów. O to, by nie wyrzucano ludzi na bruk. To jednak odpowiedzialność państwa i miasta, które przez lata zrabowanymi w PRL nieruchomościami zarządzało, zarabiało na nich. Jak zwracana kamienica ma lokatorów, należało albo oddać równowartość nieruchomości, albo zapewnić lokale zastępcze lokatorom. Kropka. Stołeczni urzędnicy woleli spychać odpowiedzialność na lokatorów i spadkobierców. W efekcie antagonizując obie grupy. Żeby było jasne – dla opisanych przez świadków i ujawnionych na nagraniach zachowań spadkobierców nie ma usprawiedliwienia. Od ich oceny jest prokuratura i sąd. Ale złamanie zasady, że prawo nie działa wstecz, bolszewizacja prawa, jest niedopuszczalna. A przede wszystkim należy jak najszybciej uchwalić ustawę reprywatyzacyjną i w miarę możliwości pogodzić interes spadkobierców i lokatorów. Nasze pomysły już jutro w serwisie Telegraf24.

(Telegraf24)

Dodaj komentarz