Zbrodnia na Ochocie odkryta po roku. Wpadł, bo pochwalił się zabójstwem

Bożena P. zginęła w pożarze własnego mieszkania. Początkowo jej śmierć prokuratura uznała za nieszczęśliwy wypadek i śledztwo umorzono. Kilka miesięcy później policjanci zdobyli informację, że mężczyzna przebywający w więzieniu opowiada jak dokonał zbrodni. Niedawno do sądu trafił akt oskarżenia w tej makabrycznej sprawie.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się w środę 1 lipca 2015 roku. Strażacy zostali wezwani do pożaru mieszkania przy ulicy Dalekiej. Po ugaszeniu ognia strażacy znaleźli w mieszkaniu gospodynię, 62-letnią Bożenę P.  –   koszmarnie poparzona kobieta w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala. – W wyniku pożaru pokrzywdzona doznała obszernych poparzeń III stopnia i pomimo pomocy lekarskiej, zmarła nie odzyskawszy przytomności – wyjaśnia prokurator Michał Dziekański z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Wszczęto śledztwo, niemal od początku wszystko wskazywało na nieszczęśliwy wypadek bez – jak to określają prawnicy – „udziału osób trzecich”. Sekcja zwłok jedynie potwierdziła, że śmierć Bożeny P. była skutkiem pożaru. Na pewno kobieta w chwili śmierci była pod wpływem alkoholu. Założono, że po pijanemu zaprószyła ogień.

– Wobec braku dowodów jednoznacznie wskazujących na podpalenie, a także braku danych potencjalnego sprawcy, postępowanie zostało umorzone w grudniu 2015 r. – tłumaczy prokurator Dziekański. Po kilku miesiącach do stołecznych policjantów dotarła jednak szokująca informacja. Przebywający w zakładzie karnym mężczyzna miał grozić dwóm kompanom z celi. Spaleniem!

„W czasie rozmów przechwalał się, że właśnie w taki sposób zabił kobietę w Warszawie” – ustalił dziennikarz śledczy portalu tvp.info. – „Osadzeni dogadali się, że zawiadomią o tym co usłyszeli policję. Jeden z nich opowiedział o wszystkim w czasie przesłuchania”.

Funkcjonariusze z Komendy Stołecznej Policji nie zlekceważyli tak poważnego donosu, wzięli pod obserwację 37-letniego Krzysztofa K., który w przeszłości dokonywał już poważnych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. Nie spuścili z oczu mężczyzny także po jego wyjściu na wolność, a w czerwcu 2016 roku dokonali zatrzymania. Ustalono, że Krzysztof K. poznał Bożenę P. dzień przed tragedią, razem pili alkohol i mężczyzna na pewno był w mieszkaniu kobiety. Przede wszystkim zdobyto jednak koronne dowody winy. Jak ujawnił portal tvp.info, chodzi o nagranie z monitoringu pokazujące jak feralnego dnia zbrodniarz wychodzi z bloku, a po chwili wraca i po kilkudziesięciu minutach ponownie wychodzi. Tym razem z walizką. Poza tym dzwonił do siostry z aparatu zrabowanego Bożenie P. Według prokuratury bandyta okradł śpiącą kobietę zabierając drobiazgi warte zaledwie kilkaset złotych, a uciekając podpalił mieszkanie.

Krzysztof K. potwierdził, że był w mieszkaniu Bożeny P. Przyznał się jednak tylko do kradzieży, a kategorycznie zaprzeczył, aby miał coś wspólnego z zabójstwem. Prokurator ocenił jego wyjaśnienia za niewiarygodne i sprzeczne z logiką. Akt oskarżenia wpłynął do sądu, Krzysztofowi K. grozi dożywocie.

 

Łucja Czechowska

fot. policja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*