Prawda umarła pierwsza. Jeszcze o Marszu Wolności

Choć od organizowanego przez opozycję Marszu Wolności minęły już dwa tygodnie, wciąż zastanawia mnie, a wręcz zasmuca rozbieżność w ocenie liczby protestujących. Według urzędników stołecznego ratusza  demonstrantów było aż 90 tysięcy. Według policji –wielokrotnie mniej, bo raptem 12 tysięcy. Niestety, jak widać, w wojnie polsko-polskiej prawda umarła jako pierwsza.

Różnice między danymi ratusza i policji są kolosalne. I o tyle istotne, że jeśli dać wiarę danym urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz, mieliśmy do czynienia z poważną demonstracją antyrządową, sukcesem opozycji. Jeśli zaś uznajemy dane policji, to biorąc pod uwagę mobilizację w obozie PO, reklamę protestu, 12 tysięcy ludzi to garstka, a opozycja z PO na czele poniosła wielką klęskę. Kto ma rację, po czyjej stronie jest prawda? W gruncie rzeczy mało istotne. Przeciwnicy rządu na pewno zakrzykną – przecież policja podlega Błaszczakowi! Oni na pewno kłamią i podają zmyślone dane! Zwolennicy PiS mogą ripostować – ale ratuszem rządzi Gronkiewicz-Waltz, a więc wiceprzewodnicząca PO. Do tego toczy się afera reprywatyzacyjna, więc jest zainteresowana tym, aby obalić obecny rząd.

Żadnej ze stron się nie przekona. Niestety, przenosi się to też na inne sfery życia. Ktoś opisze aferę z udziałem polityka PiS? To zyska łatkę zdrajcy, sprzedawczyka, targowiczanina. A przez antypis potraktowany zostanie jako bohater walki o demokrację. Jeśli ten sam dziennikarz kilka dni później, opiszę aferę z kimś z KOD – to dla obozu antypisu będzie faszystą, wrogiem demokracji, kryptopisowcem. A druga strona zacznie go wychwalać, jako prawdziwego patriotę.

Upraszczam? Być może. Ale pamiętam, gdy na przykład za rządów PO niszczono dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego przedstawiciele antypisu zajmowanie się tą sprawą uznawali za przejaw oszołomstwa. Doszło do tego, że zdecydowana większość dziennikarzy nie uznała za stosowne relacjonowanie procesu w którym świadkiem był… ówczesny prezydent Bronisław Komorowski.

Teraz poszło to w drugą stronę. Antypis wylega na ulicę i zaciekle broni demokracji. A obóz PiS z przeciwników się śmieje. Obie strony podzieliły się na dwa wrogie plemiona. I choćby polityk PiS dokonał gwałtu, dla wyznawców będzie bohaterem, a przeciwników śmiertelnym wrogiem. I odwrotnie – antypis przebaczy wszelkie świństwa swoim, byleby odsunąć „Kaczora” od władzy. W ten sposób oddalamy się nie tylko od społeczeństwa obywatelskiego, ale nawet od bycia narodem.

Natalia Kozłowska

Na zdj. lider KOD Mateusz Kijowski w lutym 2016 roku. Dane policji i stołecznego ratusza na temat frekwencji demonstracji KOD były zawsze rozbieżne.

fot. By Lukasz2 – Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=46969498

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*