Nie przeżył spotkania z bandytami. Sąd uznał: to nie zabójstwo!

Wysyłając akt oskarżenia prokuratorzy z Nowego Dworu Mazowieckiego nie mieli wątpliwości, że zwyrodnialcy, którzy skatowali na śmierć chorego człowieka, nigdy nie wyjdą na wolność. Wyrok warszawskiego sąd zdumiał nie tylko śledczych.

fot. freeimages.com

Zbrodnia, do której doszło na początku grudnia 2015 roku w Nowym Dworze Mazowieckim, zszokowała mieszkańców miasteczka. Nie tylko z powodu brutalności bandytów, ale również tego kogo wybrali na ofiarę. 40-letniego mężczyznę, który był śmiertelnie chory. Już kilka miesięcy wcześniej wykryto u niego nowotwór, przechodził chemioterapię, ale diagnoza nie pozostawiała złudzeń. Przerażał również motyw sprawców. Kilka dni przed napadem zmarła matka chorego mężczyzny, oni o tym się dowiedzieli i dlatego wtargnęli właśnie do jego mieszkania. Bo był bezbronny i…
– Liczyli na cenne pamiątki po kobiecie – przyznawali śledczy.

Patryk K., Kamil Ł. i Przemysław G. są doskonale znani policji. Bywali zatrzymywani, mieli sporo na sumieniu. Ostatni z nich dopiero co wyszedł z więzienia po długiej odsiadce, skazany za brutalny gwałt na przypadkowo spotkanej, młodej kobiecie. Jak informował w marcu zeszłego roku Telegraf24.pl niewiele brakowało, aby do bestialskiego morderstwa nie doszło. Bandyci poszli bowiem do marketu i tam ukradli dłuto – późniejsze narzędzie zbrodni. Złapali ich ochroniarze. Niestety, nie potrafili porządnie przeszukać złodziei i puścili wolno.
Zwyrodnialcy zaatakowali 3 grudnia. Ofiara nie miała żadnych szans. Napastnicy byli wyjątkowo okrutni. A ich wściekłość narastała, gdy zrozumieli, że wyjdą z pustymi rękoma, bo w mieszkaniu nie było nic wartościowego – chory mężczyzna nieco wcześniej oddał wszystko bratu. Oni początkowo nie wierzyli i torturowali człowieka. Zadali również śmiertelne ciosy dłutem, które – jak twierdziła prokuratura – okazały się śmiertelne.
Cała trójka dość szybko trafiła za kratki, ale opuścili celę, bo brakowało „twardych” dowodów winy. Popełniając zbrodnię mieli założone rękawiczki, a całe mieszkanie wyczyścili przy użyciu chemikaliów. Wolnością cieszyli się aż do października 2016 roku. Wpadli przez pewien banalny z pozoru „papierek”.
W pobliżu domu, w którym doszło do tragedii, znaleziono instrukcję do telewizora, a na niej odkryto materiał biologiczny najmłodszego ze sprawców.
„Patryk K. wsadził ją za pasek spodni, bo planowali wynieść telewizor, a gdy uciekali bez niego po prostu wyrzucił dokument. Niepozorny świstek papieru okazał się koronny dowodem winy morderców” – pisaliśmy przed niemal rokiem.

Prokuratorzy z Nowego Dworu Mazowieckiego oskarżyli wszystkich o zabójstwo i jeszcze przed procesem zapowiadali, że będą domagać się dożywocia.
Proces trwał kilka miesięcy, a wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie był zdumiewający. Zmieniono kwalifikację prawną, bo uznano, że nie doszło zabójstwo. Za rozbój oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią skazana oskarżonych na znacznie łagodniejsze kary: Kamila Ł. na 15 lat więzienia, Przemysława G. na 12 lat, a Patryka K. na 8 lat.
Z takim wyrokiem nie zgadza się prokuratura. Złożyła na razie wniosek o pisemne uzasadnienie orzeczenia i wprawdzie jeszcze go nie otrzymała, ale – jak ustalił Telegraf24.pl, na pewno będzie apelacja.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*