Zwroty roszczeń na akord. Normę każdy musiał wyrobić. Nowe kulisy afery

Minimum dwa zwroty roszczeń miesięcznie. Taką „normę” musiał wyrobić każdy urzędnik Biura Gospodarowania Nieruchomościami w Warszawie. Merytoryczne argumenty były mniej ważne od liczby zwrotów – wynika z zeznań byłej pracownicy BGN. Wczorajszy dzień odsłonił kolejne szokujące fakty w sprawie afery warszawskiej.

Za komuny za wyrobienie normy dostawało się odznakę „przodownika pracy”. Agencje milczą, jakie odznaki dostali gorliwi podwładni HGW fot. By Pesell (Own work) [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], via Wikimedia Commons

Trzysta decyzji reprywatyzacyjnych wydanych przez BGN rocznie – takie polecenie przekazał podwładnym Jakub R., ówczesny dyrektor BGN, na którym dziś ciążą zarzuty korupcyjne w związku z aferą reprywatyzacyjną. – Mieliśmy informację od naszych przełożonych, że to jest na polecenie pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz – mówiła wczoraj przed komisją weryfikacyjną w sprawie reprywatyzacji Justyna Wójcik, pracownik BGN od 2008 roku. Wójcik była głównym referentem sprawy zwrotu kamienicy przy ulicy Skaryszewskiej 11. Jak przyszłam do pracy w roku 2008 do BGN-u, to rzeczywiście informację przekazał nam pan Jakub R., że ma być trzysta decyzji rocznie i brane pod uwagę były decyzje zwrotowe – znaczy się – kto najwięcej ich wydał – mówiła Justyna Wójcik. Jak dodała, każdy pracownik był rozliczany z liczby decyzji zwrotowych, na jednego pracownika miały przypadać minimum dwie decyzje. Niewyrobienie normy skutkowało niesympatycznym mailem od kierownictwa:

Jeżeli ktoś nie przygotował projektu, to dostawaliśmy maile od naszej pani naczelnik, że następujące osoby mają limit zero albo jedną decyzję – mówiła była pracownica BGN. Tłumaczyła, że liczba zwrotów miała wpływ na decyzje o premiach dla pracowników. I przyznała, że pracownicy BGN mogli przymykać oczy na pewne niewygodne szczegóły przy konkretnych zwrotach:

„wszyscy bardziej skupiali się na tym, żeby wydawać decyzje zwrotowe, a nie odmowne” – mówiła Justyna Wójcik.

Wczorajsze przesłuchania przed komisją weryfikacyjną dotyczyły kamienicy przy Skaryszewskiej 11 na Pradze Południe. Oprócz pracowników BGN zeznawali też lokatorzy kamienicy. Ich zeznania były wstrząsające.

Z opisów wynika, że po zmianie własności budynku sytuacja lokatorów zmieniła się radykalnie. Nowy właściciel przeprowadził remont, po którym w mieszkaniach drastycznie spadła temperatura. – Do tego stopnia jest zawilgocenie, że pleśń występuje w szafach, które zajmujemy. Ja płacę (za ogrzewanie) tysiąc złotych miesięcznie – mówił jeden z mieszkańców, Waldemar Szewczyk.

Tłumaczył też, że lokatorzy mieli od początku bardzo poważne wątpliwości co do roszczeń. Mieliśmy wątpliwości, co do prawidłowego ustalenia kręgu spadkobierców naszej kamienicy, część z nich zginęła w getcie warszawskim, jeździliśmy do urzędów, aby sprawdzać księgi wieczyste – mówił.

W sprawie zeznawał też Burmistrz dzielnicy Praga Południe Tomasz Kucharski. 

Kamienica została zwrócona w 2016 roku. Następnie sprzedana prywatnej firmie.

(Telegraf24, źródło: twitter.com)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*