Jaki konserwatyzm? Rzecz o aferze reprywatyzacyjnej (NASZ KOMENTARZ)

Podstawą konserwatyzmu obok wspierania wartości chrześcijańskich i państwa jako wspólnoty obywateli jest też poszanowanie własności prywatnej. Patryk Jaki i PiS słusznie piętnując patologie jakie miały miejsce przy okazji tzw. reprywatyzacji w stolicy, skupiają się na dramatach lokatorów i stratach poniesionych przez miasto. Uczciwi spadkobiercy ludzi skrzywdzonych w PRL są traktowani po macoszemu. A prowadzona przez partię rządzącą polityka w sprawie reprywatyzacji jest pójściem na skróty. To zaprzeczenie konserwatyzmu, gdzie prawo własności jest jedną z wartości podstawowych.

Minister Patryk Jaki fot. Adrian Grycuk/ By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

Uporządkujmy fakty:

W stolicy w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z gigantyczną aferą. W jej tle były ludzkie dramaty: niszczenie lokatorów, którym nowi właściciele  drastycznie podnosili czynsze. Prześladowanie niepokornych, w tym zdarzenie najtragiczniejsze, brutalny mord na działaczce lokatorskiej Jolancie Brzeskiej. Do tego dochodzą gigantyczne przekręty, działalność mafii, w której uczestniczyli ludzie szemranego biznesu, urzędnicy, wspierały sądy. To wszystko prawdziwa, ale tylko jedna strona medalu.

Z drugiej strony pamiętać trzeba o dramatach ludzi, których w mrokach stalinowskiej nocy pozbawiano własności, zabierano dobytek, wyrzucano z domów. To nie tylko – jak twierdzi lewica – właściciele kamienic czy przedwojenni bogacze, ale – w większości – ludzie tacy jak my, którzy w ciągu pracy zarobkowej uciułali na mieszkanie. I oni zostali tej własności, nierzadko dorobku życia, pozbawieni.

Na aferze reprywatyzacyjnej nie uwłaszczali się bynajmniej ograbieni właściciele, ale banda cwaniaczków, a właściciele i ich spadkobiercy często sami byli ofiarami afery. Mechanizm zazwyczaj był prosty:

Sędziwy właściciel, bądź jego spadkobierca bez skutku ubiegał się o zwrot majątku. Zniechęconego przez niemrawość sądu i bezczynność urzędników odwiedzał cwaniaczek, nazwijmy go roboczo panem Władeczkiem. I ów pan Władeczek uderzał w typową gadkę – Panie, po cóż panu się męczyć. Ja odkupię od pana to roszczenie, pan ma parę groszy, a mnie może się to kiedyś przydać – mówił. I sędziwy właściciel bądź jego spadkobierca często szedł na taki deal, sprzedając cwaniakowi roszczenie „za grosze”. A wtedy następował cud – nagle urzędnicy zaczynali być uczynni, sądy pracowite, a cwaniaczek przejmował kamienicę.

Dalej już sprawa znana – podwyższane czynsze, niszczenie lokatorów, zwalczanie jakiegokolwiek sprzeciwu (liderkę ruchu lokatorskiego Jolantę Brzeską wywieziono do lasu i bestialsko zamordowano).

W ministerstwie sprawiedliwości działa komisja weryfikacyjna, której zadaniem ma być badanie kolejnych nieprawidłowości wokół afery. I bardzo dobrze, że działa, ale… po pierwsze – w radzie społecznej przy komisji w ogóle nie ma środowisk byłych właścicieli, którzy – jak wspomnieliśmy – są nie mniej pokrzywdzeni przez aferę niż lokatorzy.

Po drugie – tzw. duża ustawa reprywatyzacyjna, zaproponowana przez ministra Patryka Jakiego, choć dobrze, że projekt ten się w ogóle pojawił, nie jest rozwiązaniem dobrym. Konkretnie chodzi o skalę zwrotu. Wprowadzona jest tam równa wartość – 20 proc. dla wszystkich ograbionych przez komunistów. Problem w tym, że należy to różnicować. I tak – o ile 80 proc. podatek spadkowy (bo tak należy rozumieć zaledwie 20 proc. zwrot) jest sensowny w przypadku jakichś dalekich krewnych ograbionych właścicieli, jest totalnie krzywdzący w przypadku samych obrabowanych (których niewielu, ale garstka jeszcze żyje) czy w przypadku spadkobierców w prostej linii – dzieci, wnuków itd. Po prostu – dzieci i wnuki ludzi obrabowanych w PRL musiały de facto zaczynać od zera, mając automatycznie utrudniony start. Wnuk stryjecznej siostry właściciela kamienicy, której to siostry ów właściciel nawet nie znał, na nacjonalizacji nie ucierpiał, a spadek jest faktycznym wzbogaceniem, nie wyrównaniem krzywd.

Po trzecie – niepokoją niektóre wypowiedzi ministra Jakiego i przedstawicieli partii rządzącej, które sugerują pewne – nazwijmy to eufemistycznie – luźne podejście do własności prywatnej. Tymczasem właśnie własność prywatna jest jednym z filarów konserwatyzmu. Problem jest istotny, bo Patryk Jaki przedstawiany jest jako najpoważniejszy konkurent Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenta stolicy. Przy radykalnym skręcie w lewo PO i Trzaskowskiego Przeczytaj: W lewo marsz. Przedwyborczy falstart w stolicy. (NASZA ANALIZA) i jednoczesnej antywłasnościowym nastawieniu PiS, konserwatyści mogą w stolicy nie mieć swojego reprezentanta.

A w kwestii reprywatyzacji, oczywiście należy zadbać o to, by nie zwracać kamienic z ludźmi i na przykład w takiej sytuacji albo zapewnić lokatorom zastępcze lokale (to rola miasta) albo dać spadkobiercom równowartość pieniężną nieruchomości.

O tym jak naszym zdaniem powinna wyglądać faktyczna uczciwa reprywatyzacja, napiszemy niebawem.

(Telegraf24)

Dodaj komentarz