(Nie)Przekonujące te tłumaczenia. Odpowiedzialność HGW (KOMENTARZ)

Prezydent stolicy pisze w oświadczeniu, że akcje komisji weryfikacyjnej są wymierzoną w nią akcją polityczną na zlecenie PiS. Że kamienicę przy Noakowskiego 16 zwrócono przecież za Lecha Kaczyńskiego. I, że prezydent nie odpowiada za aferę, bo ona jako pierwsza podjęła jakieś działania. Słowa te przypominają trochę akcję faceta, który rąbnął portfel a potem krzyczy „Łapać złodzieja”. 

Hanna Gronkieic-Waltz rozpaczliwie się broni, a w ratuszu panuje nerwowa atmosfer. fot. By Szczebrzeszynski (Own work) [Public domain], via Wikimedia Commons

Prezydent broni się jak może, fakty są jednak następujące:

Po pierwsze – faktycznie zwroty, w tym kontrowersyjne miały miejsce za poprzednich prezydentów. I faktycznie dotyczy to też kamienicy przy Noakowskiego 16. Jednak pragniemy przypomnieć, że domu tego nie odzyskali jacyś anonimowi spadkobiercy, ale że był wśród nich Andrzej Waltz. Jak ktoś obudził się dziś, to przypominamy – zbieżność nazwisk z prezydent nie jest przypadkowa, Andrzej Waltz jest małżonkiem Hanny Gronkiewicz. A więc pytania wobec obecnej prezydent są oczywiste. 

Po drugie – urzędnicy poprzedników pani prezydent powinni zostać przesłuchani. A jednak – dane mówią wyraźnie, że za Lecha Kaczyńskiego zwrotów było najmniej. A sam Lech Kaczyński gdy zorientował się, że ma do czynienia z wielkim oszustwem, zwolnił odpowiedzialnych za to urzędników. Za to za pani Gronkiewicz zwrotów jest najwięcej w całej historii stolicy po 1989 roku (!). Co więcej, prezydent miała czas na zapoznanie się z sytuacją i reakcję. Docierały niepokojące sygnały,  a już po śmierci Jolanty Brzeskiej stało się oczywiste, że problem jest nabrzmiały i bardzo poważny. Prezydent nie reagowała do czasu, gdy grunt zaczął uciekać jej spod nóg. 

Po trzecie – oczywiście do komisji można mieć zastrzeżenia. Choćby dlatego, że w radzie społecznej zabrakło przedstawicieli środowisk spadkobierców (a różnica między rzeczywistym spadkobiercą a mafią handlarzy roszczeń jest oczywista). A także dlatego, że faktycznie komisja powinna przesłuchać urzędników Lecha Kaczyńskiego. Sprawdzić, czemu po odejściu Lecha Kaczyńskiego (został prezydentem RP) kolejni komisarze znów zezwolili na kolejne zwroty. Jednak notoryczne odmawianie stawiennictwa przed komisją, te płacze, że oto jest gnębiona obrończyni demokracji nie trafiają dziś do nikogo. Ani do warszawiaków, ani nawet do partyjnych kolegów prezydent. 

Po czwarte – również byli urzędnicy potwierdzają, że pani prezydent o procederze musiała wiedzieć. Nawet więc, jeśli działała np. ze strachu, czy też jej indolencja wynikała z braku mody decyzyjnych, odpowiedzialność polityczną powinna ponieść. 

Po piąte – wczorajsza „konferencja prasowa” prezydent miała dziwny przebieg. Hanna Gronkiewicz-Waltz wygłosiła swoją mowę i… wyszła nie odpowiadając na żadne pytania. Trudno o lepszy przykład arogancji. 

Reasumując:

Nieważne, czy świadomie – jak twierdzi minister Jaki – prezydent robi z nas idiotów, czy jest naiwna jak dziecko, jej żale  są delikatnie mówiąc mało przekonujące.  I niezależnie od poglądów politycznych i  wyniku wyborów za rok, dobrze, że Hanna Gronkiewicz-Waltz prezydentem stolicy nie będzie. Tyle dobrego z tej całej sytuacji.

(Telegraf24)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*