Dekomunizacja – słuszna racja. Partie nie mają tu nic do rzeczy (KOMENTARZ)

Prawdziwą istotą sporu o nazwy ulic nie jest wygoda, bądź nie mieszkańców, którzy będą musieli wymieniać dowody osobiste i dokumenty. Nie jest nią też interes poszczególnych partii politycznych – one przeminą, a zasady, o które dziś się spieramy – zostaną. Istotą tego sporu nie jest nawet ocena poszczególnych postaci. Ale ocena tego, czym naprawdę był system zwany bolszewizmem, a potem komunizmem. A także jaki był status tworu, nazwanego Polską Rzeczpospolitą Ludową.  

Dąbrowszczacy, czyli brugada im. Jarosława Dąbrowskiego. byli żołnierzami podlegającymi bezpośrednio Stalinowi. fot. Public Domain

A tu odpowiedź winna być jednoznaczna – bolszewizm, komunizm, to najstraszliwszy obok nazizmu system w dziejach ludzkości. Do Polski został przywleczony na sowieckich bagnetach w latach 40. Ludzie, którzy po prostu poszli bronić swych rodzin i domów byli zabijani, wsadzani do więzień, torturowani, skazywani na śmierć. Potem – do końca PRL, nawet w jego łagodniejszych odmianach – na infamię. W III RP – na zapomnienie.

Z kolei ludzie, których nazwiska upamiętniają ulice, mające być zdekomunizowane, albo – najczęściej – sami system ten ochoczo i świadomie utrwalali, albo mniej świadomie ale do jego zaprowadzenia nad Wisłą się przyczynili. Dlatego zmiana ulic jest koniecznością. A niedogodności? Wyrwanie zęba też boli. Ale nikt nie mówi, by nie chodzić do dentysty. Partie i bieżące spory nie mają tu nic do rzeczy.

Antoni Zankowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*