Dziki Zachód pod Warszawą. Trafił za kratki bo porwał… pociąg

Takiego wezwania policjanci w Polsce jeszcze nie mieli. Mundurowi z Legionowa musieli interweniować, bo uprowadzono pociąg! Sytuacja wyglądała bardzo groźnie, na szczęście, nikomu nic złego się nie stało. Sprawca zamieszania został szybko zatrzymany i trafił do aresztu. Przyznał się do winy.

fot. freeimages.com

Do niecodziennego zdarzenia doszło w czwartek 14 września. Około godziny czwartej nad ranem. Na niewielkiej stacji Legionowo Przystanek zatrzymał się pociąg towarowy (składający się z lokomotywy i 23 wagonów), który jechał z Gdańska, a stacją docelową był Pruszków. Maszynista czekał, aż z semafora zniknie sygnalizacja „stój”. Nikt nie mógł przewidzieć tego co wydarzyło się w ciągu następnych kilkunastu minut…

Nagle na torach pojawił się nieznajomy mężczyzna, na pewno nie był kolejarzem, a pomimo to chciał wejść do lokomotywy. Oczywiście, maszynista nie wpuścił intruza do środka, ale ten nie odpuszczał.

Wskoczył na dach maszyny, gdzie prawdopodobnie został porażony prądem i spadł na ziemię” – relacjonowali funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Legionowie, którzy ustalili, że po chwili napastnik kamieniem rozbił szybę w drzwiach lokomotywy, otworzył je od środka i zdołał wtargnąć do pojazdu.

Maszynista wprawdzie był kompletnie zaskoczony, poza tym rozbite szkło poraniło jego dłonie, a bandyta groził śmiercią i kazał ruszyć dalej, to zdołał zachować zimną krew. I zapewne dzięki temu zapobiegł tragedii.

Prowadzący pociąg drogą radiową powiadomił swojego dyżurnego ruchu, że w kabinie jest napastnik i kontynuuje jazdę pod groźbą śmierci – przyznają policjanci z Legionowa.

Sytuacja była wyjątkowa, pracownicy kolei przede wszystkim starali się uniknąć katastrofy, do której bez wątpienia mogło dojść przez działania szaleńca. Po uzyskaniu przerażającej informacji, dyżurny skierował uprowadzony skład na boczny, tzw. ślepy tor, aby nie doszło do zderzenia z innym pociągiem. Od razu też powiadomił Straży Ochrony Kolei, a funkcjonariusze SOK wezwali policję. Błyskawicznie teren stacji Legionowo, gdzie jechał pociąg, został otoczony przez mundurowych.

W tym samym czasie maszynista sterroryzowany przez bandytę kierował lokomotywą, ale po przejechaniu około półtora kilometra napastnik zorientował się, że dalej nie pojedzie. Wtedy wyskoczył z lokomotywy (omal nie wpadł pod pociąg przejeżdżający na innym torze) i próbował uciec. Pościg był jednak bardzo krótki. Szybko został zatrzymany i obezwładniony, choć próbował stawiać opór.

Bez problemu ustalono jego tożsamość – sprawcą gigantycznego zamieszania okazał się 35-letni Marcin S., na co dzień mieszkaniec województwa świętokrzyskiego. Podczas dramatycznych wydarzeń odniósł drobne obrażenia, ale na wszelki wypadek najpierw został przewieziony do szpitala. Oczywiście, w „towarzystwie” mundurowych. Przebadany został również za pomocą alkomatu. O dziwo, był trzeźwy.

Śledztwo mające dokładnie wyjaśnić wydarzenia w Legionowie prowadzi prokuratura. Marcin S.  usłyszał liczne zarzuty.

Sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, zmuszenia maszynisty pod groźbą pozbawienia życia do kontynuacji jazdy pociągu, pozbawienia wolności maszynisty, a także zniszczenia szyby w kabinie lokomotywy” – podano.

Pociąg, który został zaatakowany, należał do przewoźnika Ecco Rail. Jego przedstawiciele podkreślali, że sytuacja była groźna i równocześnie bardzo chwalili zachowanie maszynisty.

Bartku, nasz drogi przyjacielu. Dziękujemy za odwagę jaką się wykazałeś i zachowanie zimnej krwi wykonując procedury bezpieczeństwa. Wracaj szybko do pełni zdrowia!” – pojawił się wpis na oficjalnym profilu firmy.

Podczas przesłuchań Marcin S. przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, ale nie ujawniono dlaczego dokonał kuriozalnego napadu. Pewne za to jest, że najbliższe dwa miesiące spędzi w areszcie, a za popełnione przestępstwa grozi mu pobyt w więziennej celi przez 8 lat.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*