Wciąż budzę się z krzykiem w środku nocy. Cywilnym ofiarom Powstania

Pamiętam okropny smród. Ścisk ludzi. Strach, przerażenie. Płacząca matka. I najgorsza ta niepewność. Co z nami zrobią?”

Ofiary rzezi Woli, sierpień 1944 rok. fot. Public Domain

Miała 21, może 22 lata. Była w zaawansowanej ciąży. Przyjaźniła się z moimi rodzicami. Imienia nie pamiętam. Pewnego dnia ją i jej całą rodzinę wyprowadzili z kościoła. Usłyszeliśmy huk wystrzałów. Ta i kilka innych rodzin zginęły – wspomina pan Wiesław K. (nazwisko do wiadomości redakcji). W czasie rzezi Woli miał 7 lat.

Kościół świętego Wojciecha od początku powstania stanowił przejściowy obóz dla cywilnej ludności stolicy. Wokół niego dokonywano też jednak egzekucji. Głównie mężczyzn z Woli, ale też sanitariuszek z powstania, osób, które podejrzewano o pochodzenie żydowskie.

– Pamiętam okropny smród. Ścisk ludzi. Strach, przerażenie. Płacząca matka. I najgorsza ta niepewność. Co z nami zrobią? Potem kazali nam wyjść, pędzili w nieznanym kierunku. Po drodze spalone domy, huk wystrzałów, straszny widok zabitych rodzin, w tym dzieci. Góry ciał. Droga, kolejne godziny strachu. Pamiętam jak dziś, że ściskałem rękę mojej mamy. Pędzili nas gdzieś. Ojciec, wtedy chyba już nie żył. Najprawdopodobniej zginął w pierwszych dniach Powstania. W końcu był koniec wędrówki. Trafiłem do obozu w Pruszkowie. Miałem szczęście. W przeciwieństwie do zaprzyjaźnionej z sąsiadami rodziny, ocalałem – mówi pan Wiesław.

W trakcie rzezi Woli w pierwszych dniach sierpnia Niemcy i ich rosyjskojęzyczni kolaboranci dokonywali zbrodni w sposób chaotyczny, dziki, bestialski. Dość powiedzieć, że domy polskich mieszkańców Woli podpalano, a uciekających ludzi mordowano seriami z karabinów maszynowych. Inną „rozrywką” oprawców było wrzucanie granatów do piwnic domów, a także gwałcenie i mordowanie kobiet oraz roztrzaskiwanie główek niemowląt o ściany budynków.

Potem rzeź nabrała już bardziej „zorganizowanego” charakteru. Ludność cywilną pędzono w miejsca koncentracji, takie jak warsztaty kolejowe, skąd potem w mniejszych grupach przeprowadzano na miejsce egzekucji. Tylko to jedno miejsce koncentracji pochłonęło życie 12 tysięcy ludzi.

Około 7 tysięcy ludzi straciło życie na terenie fabryki Ursus. Wśród ofiar znalazła się Wanda Lurie. Kobieta będąca w zaawansowanej ciąży, wraz z trójką dzieci została rozstrzelana. Straciła dzieci, lecz sama przeżyła, choć ranna trafiła do kościoła św. Wojciecha, następnie do Pruszkowa. 20 sierpnia urodziła kolejne dziecko, syna Mścisława. Określa się ją jako polską Niobe. Zmarła w 1989 roku.

Ogółem, w dniach 5-7 sierpnia w rzezi Woli zginęło ok. 65 tysięcy ludzi. – To wciąż we mnie siedzi. Wciąż budzę się z krzykiem w nocy – mówi pan Wiesław. Nie jest jedyny. Syn Wandy Lurie, Mścisław w wywiadzie jakiego udzielił „Polsce the Times” stwierdził, że do dziś boi się ciemności, i panikuje na widok munduru.

Po latach świadomość na temat samej walki i losów powstańców weszła na stałe do świadomości Polaków. Powstańcom (słusznie!) oddajemy swój hołd. Warto jednak wspomnieć ofiary cywilne: dzieci, kobiety, starszych ludzi. Którzy nie biorąc udziału w walkach, ponieśli straszliwą cenę niemieckiego okrucieństwa i sowieckiej bezczynności.

(Tekst ukazał się w gazecie Telegraf24 w sierpniu 2015 roku)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*