Przybywa podejrzanych w aferze SKOK Wołomin. A kto za nią zapłaci?

Prokuratury prowadzą śledztwa (w różnych miastach, z różnymi wątkami) mające wyjaśnić gigantyczny przekręt w SKOK Wołomin, co rusz nowym osobom stawiane są kolejne zarzuty, a skala wyłudzeń dosłownie przeraża. Były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych jest podejrzany już o wyłudzenie… ponad miliarda złotych. Niestety, nadal nie brakuje bulwersujących decyzji wymiaru sprawiedliwości – jak choćby wzywanie byłych klientów do zapłaty, choć z aferą nie mają nic wspólnego, a wychodzi na to, że ponoszą jej konsekwencje.

fot. Marcin Krawczyk/Freeimages.com

Historia upadku i olbrzymich nieprawidłowości w SKOK Wołomin jest bardzo skomplikowana i wielowątkowa. Nie będziemy jej ze szczegółami przypominać, bo musiałaby powstać swoista „biała księga”. W ogromnym skrócie: w Kasie działała grupa przestępcza, która zajmowała się m.in. wyłudzaniem kredytów opiewających na olbrzymie sumy z wieloma zerami. W proceder zamieszane były setki osób, ale za kluczowe uważa się byłych oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych Piotra P. i Krzysztofa W.

Najważniejsze śledztwo od dawna prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp. Dotyczy ono przede wszystkim przekrętów z kredytami i pożyczkami, a głównymi podejrzanymi są wspomniani oficerowie WSI. Piotr P. od dłuższego czasu przebywa w areszcie i – jak informował prokuratur Roman Witkowski – systematycznie rośnie wielkość szkody jaką spowodował ze wspólnikami w majątku Kasy – niedawno przekroczyła miliard złotych. Do tego dochodzą sprawy (toczą się już procesy) działalności słynnej fundacji Pro Civili oraz zlecenia pobicia wiceszefa Komisji Nadzoru Finansowego, który nadzorował kontrolę w SKOK Wołomin.

W połowie maja zatrzymano i tymczasowo aresztowano także Krzysztofa W., który usłyszał zarzuty przynależności do grupy przestępczej oraz dokonania wyłudzeń na łączną kwotę około 100 milinów złotych.

Prokurator Witkowski przyznał wówczas, że w gorzowskim śledztwie zarzuty usłyszało już ponad trzysta osób: członków szajki, a także tzw. słupów.

Odrębne śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga.

Status podejrzanych posiada obecnie 120 osób. Osobom tym przedstawiono łącznie ponad 180 zarzutów popełniania przestępstw, takich jak uzyskiwanie kredytów w oparciu o nierzetelną bądź sfałszowaną dokumentację, oszustw na szkodę SKOK Wołomin oraz prania brudnych pieniędzy, przy czym zaznaczyć należy, że chodzi o kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych” – podał niedawno prokurator Łukasz Łapczyński.

Komunikat wydano w związku zatrzymaniem Andrzeja K., który prowadzi kancelarię notarialną w Warszawie. Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty, ale dotyczące aż 51 przestępstw. W pierwszym chodziło o przynależność do zorganizowanej grupy przestępczej, a rolą Andrzeja K. „było dostarczanie na potrzeby udzielanych kredytów aktów notarialnych poświadczających ustanowienie zabezpieczenia hipotecznego kredytów zaciąganych w SKOK Wołomin, gdzie kwota udzielonych kredytów w sposób rażący przekraczała wartość zabezpieczonego na rzecz SKOK Wołomin mienia”. Drugi dotyczy przekroczenia uprawnień służbowych przez notariusza jako funkcjonariusza publicznego.

Na chwilę obecną zarzuty dotyczą 50 aktów notarialnych sporządzonych przez podejrzanego, przy czym łączna kwota środków wyłudzonych z udziałem podejrzanego ze SKOK Wołomin, objętych zarzutami wynosi około 50 mln złotych” – podawał prokurator Łapczyński.

Notariusz został tymczasowo aresztowany, ale sąd zgodził się, że może wyjść na wolność pod warunkiem wpłacenia 950 tysięcy złotych poręczenia majątkowego oraz złożenia poręczenia „przez osobę godną zaufania”.

Możemy być niemalże pewni, że na tym lista podejrzanych i zarzutów w aferze SKOK Wołomin się nie zakończy.

Niestety, niespodziewanie pojawił się nowy wątek. Uboczny, nie mający nic wspólnego z działalnością aferzystów, ale jednak bulwersujący.

Chodzi o wezwania, jakie wysyłał Lechosław Kochański, syndyk masy upadłościowej SKOK-u Wołomin, do byłych klientów Kasy, którzy już przez to, że wzięli kredyt lub założyli lokatę, stawali się udziałowcami. Wezwania zawierały stanowcze żądanie zapłaty do podwójnej wysokości wpłaconych udziałów. Dla przeciętnego klienta był to wydatek w wysokości kilkuset złotych” informowała pod koniec czerwca „Gazeta Polska Codziennie”.

Osoby otrzymujące wezwania interweniowały u posłów, dziennikarzy, w sądzie… Bez efektu. W końcu sprawą zajęła się prokuratura, która dokonała analizy i oceny prawnej sytuacji.

Wykazała, że syndyk nie ma kompetencji do podejmowania takich działań” – podano z specjalnym komunikacie. „W ocenie prokuratury (…) działania syndyka polegające na wzywaniu członków SKOK Wołomin do pokrycia straty tej kasy do wysokości dwukrotności wpłaconych udziałów, nie znajdują podstaw prawnych”

Pismo zostało wysłane do sędziego komisarza postępowania upadłościowego. W tym tygodniu odniósł się on do wniosku prokuratury. I to nie jest dobra informacja dla byłych klientów Kasy. Uznał bowiem, że nie jest kompetentny do zakazania syndykowi działań, które leżą w jego ustawowych obowiązkach, ani rozstrzygania sporów pomiędzy syndykiem a byłymi członkami SKOK Wołomin. Czyli ci ostatni będą musieli dalej płacić.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*