Monika B. – szefowa bandy, czy „tylko” przestępczyni

O dziwo, bez większego echa przeszedł wyrok, który zapadł pod koniec czerwca w warszawskim sądzie. A był wyjątkowo ciekawy. Przede wszystkim z powodu osoby zasiadającej na ławie oskarżonych, czyli Moniki B. – byłej żony Andrzeja Z., bossa pruszkowskiej mafii. Poza tym kobieta stała się niedawno „celebrytką”, która jako kolejny przestępca napisał książkę-wspomnienia z pomocą znanego dziennikarza.

fot. freeimages.com

Zarzuty stawiane Monice B. brzmiały bardzo poważnie – obciążały ją przede wszystkim zeznania „Sproketa”, a więc Romana O., który poszedł na współpracę z prokuraturą i został świadkiem koronnym. Wprawdzie wywołał liczne kontrowersje swoim zachowaniem, ale jego zeznania pozwoliły postawić przed sądem wielu przestępców. Wśród nich była właśnie żona „Słowika” – przez niektórych nazwana nawet „królową mafii”.

Po zgromadzeniu materiału dowodowego prokurator uznał, że Monika B. kierowała zorganizowaną grupą przestępczą, a mężczyźni wykonujący jej polecenia mieli m.in. handlować narkotykami, wymuszać haracze, dokonywać oszustw gospodarczych, a nawet załatwiać innym przestępcom trefne dokumenty medyczne, które pozwalały im unikać odpowiedzialności karnej. Kobieta nie przyznawała się do winy, zapewniała, że padła ofiarą pomówień. Głównie ze strony „Sproketa”. Tymczasem on był stanowczy.

Miała niekwestionowaną pozycję przywódcy. Konkretna. Otwarta ma nowe kierunki działań” – tak ją charakteryzował Roman O. cytowany przez dziennikarza śledczego Rafała Pasztelańskiego.

Proces Moniki B. i jej wspólników przed warszawskim sądem okazał się porażką śledczych. Trwał trzy lata, przesłuchano dziesiątki świadków, przeanalizowano ogrom materiału dowodowego, a na koniec okazało się, że kobieta to żaden mafioso, a „zwykły” przestępca.

Wyrok zapadł pod koniec czerwca. Jego treść była zaskakująca – wprawdzie główna oskarżona (podobnie jak jej kompani) została uznana za winną, ale odrzucono najpoważniejsze zarzuty. Przede wszystkim o kierowaniu bandą. Sąd uznał wprawdzie, że Monika B. uczyniła z popełniania przestępstw stałe źródło dochodów, to jednak wykluczył, aby chodziło o zorganizowaną przestępczość. Dostała karę zaledwie 3,5 roku więzienia. Inni oskarżeni również spotkali się z wyjątkową pobłażliwością sądu.

Zacytujemy fragment tekstu Pasztelańskiego, który ukazał się na portalu tvp.info. Informacje w nim zawarte co najmniej zaskakują. Zwłaszcza jeśli chodzi o wymiar kar.

Większość z nich oscyluje w dolnej granicy zagrożenia. Uzasadniając swą decyzję, sąd wspominał m.in., że miało na nią wpływ także to, że część oskarżonych zmieniła się od czasu popełnienia przestępstw za jakie odpowiadali” – czytamy.

Przy okazji pewna dygresja związana z wydarzeniami budzącymi spory niesmak – Monika B. jest kolejną osobą, która zaczęła w formie książki opowiadać o kulisach przestępczego półświatka i na tym zarabiać. Nie jest też pierwszą, której w promocji pomaga dziennikarz dotychczas znany z odkrywania tajemnicy zbrodniczej działalności grupy pruszkowskiej, wołomińskich i reszty bandytów grasujących przez wiele lat na terenie Polski. W różny sposób motywują „pisarską karierę” – ale zawsze wzbudza to moralne wątpliwości…

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*